„Sługi boże” – subiektywnie

To nie jest poważny blog. To z założenia nie miał być poważny blog.
A to, nie jest prawdziwa recenzja.

Jako, że rok 2016 obfituje w poprawne albo dobrze zapowiadające się polskie produkcje (których jestem cichą fanką), od tego właśnie zaczniemy. Bez zbędnego pitu-pitu, Sługi boże raz, odbiór.

slugiboze

Komisarz Warski to gliniarz przeraźliwie poważny, twardy jak pięty Cejrowskiego i chyba nieco zły na świat. Najpierw strzela, pytań nie zadaje – taki trochę dolnośląski Statham, tylko z włosami. Kiedy Wrocławiem wstrząśnie seria tajemniczych samobójstw, które w sposób oczywisty (zbyt oczywisty, zieeeew) łączą się z jednym z kościołów, to właśnie dziarski Warski zrobi wszystko, aby rozwikłać zagadkę.

Ze słynnego mostka między wieżami kościoła Marii Magdaleny rzucają się młode kobiety – wokalistki scholi gregoriańskiej przy wspomnianym kościele. U boku komisarza zupełnie nieprzypadkowo pojawia się niemiecka policjantka Ana Wittesch, proboszcz zdaje się coś ukrywać, a kantor – zagrany doskonale przez Adama Woronowicza – o obojętnym wyrazie twarzy i dyssocjalnej osobowości przechodzi głęboki kryzys wiary.

Układanka skleja się sama, wszystko jest boleśnie oczywiste – do tego stopnia, że pojawia się ta uporczywa myśl – że wcale nie tak, że nie wolno tak zepsuć filmu, to nie może być tak poprowadzone – i rzeczywiście, nie jest. Sprawy się komplikują, pojawiają się niebezpieczne intrygi, doskonale wyszkoleni agenci, nikt nie jest nieskazitelnie dobry lub do szpiku zły, akcja pnie się w górę. Błysk, dobre kino, mamy to, dokonało się. Piękne, prawda? Niestety zaraz po tym, kiedy pełny nadziei widz rozproszy te oczywistości i czeka na rozwój akcji niczym podróżny na opóźniony pociąg, reżyser zaczyna serwować wszystkie odpowiedzi na srebrnej tacy. Masz człowieku dobrze technicznie zrobiony film, czego chcesz więcej? I trochę żal tego zmarnowanego potencjału. I trochę boli polskie serduszko.

Film jak na nasze realia dobry, taki na mocne 4 z plusem do dziennika! Nie jest to oczywiście wymarzony kryminał, bo na taki na naszym poletku pewnie jeszcze trochę poczekamy – fabuła dziurawa, wiele wątków bezsensownie porzuconych, ogrom scen nie wnoszących żadnej wartości – ale za to zdjęcia grzechu warte.

Staram się być na bieżąco z polskimi filmami, bo nie ukrywam – lubię i zawsze liczę na to magiczne „coś” czego jeszcze nie było. I Sługi boże to mają! Mają to, czego polscy twórcy zwykli zaniedbywać – dobre udźwiękowienie, a ponadto świetnie dobraną muzykę, i naprawdę doskonałe zdjęcia. Praca kamery jest tak odmienna od tego co dostawaliśmy do tej pory, tak nowa i świeża, ujęcia prowadzone w sposób, który się widzi w dobrych, zachodnich produkcjach. Serce rośnie. Kolejnym plusem jest obsada (chociaż dla mnie zabrakło Ireneusza Czopa, ja bym go właściwie widziała w co drugim filmie). Żadnych Szyców, żadnych Karolaków i ani pół Adamczyka!

imgp5473

Niestety, nawet w tej wannie miodu znalazła się dziegciu kropla, łyżka… no, duża łycha. Dla mnie jest nią Dr Georg Kuntz – wysłannik Banku Watykańskiego – postać grana przez Krzysztofa Stelmaszyka. Być może pan Krzysztof jest świetnym aktorem komediowym – być może, komedii polskich unikam jak ognia. Tu jednak zupełnie się nie sprawdził, postać płaska, bez wyrazu, „włoski” akcent budził jednocześnie śmiech i zażenowanie – podobnie jak sceny z roznegliżowaną doktor Zosią aka Małgosią Foremniak. Kobieta to niewątpliwie piękna, ale sceny nic nie wnoszące, przydługie i jakieś takie na siłę wetknięte w scenariusz – bo może się lepiej sprzeda?
Gdzieś ponad falującym cycem pani Foremniak i tragicznie odegranym Kuntzem, w glorii i chwale unoszą się postacie drugoplanowe. Niezwykle przekonująca Julia Kijowska, świetnie odgrywająca cudzoziemkę, początkowo nieco zakłopotana pracą z Warskim (w końcu ma parę rzeczy do ukrycia), z tą swoja przekonującą emocjonalną sceną przesłuchania i zupełnie niewymuszonym niemieckim. Wspomniany już Adam Woronowicz – ci, którzy widzieli Czerwonego pająka dostrzegą jeszcze ten cień socjopaty kryjący się gdzieś w jego pustym uśmiechu i pozornie spokojnym spojrzeniu. Specyficzna, niepokojąca postać, rozczytana w apokryfach, zdająca się znać jakieś tajemnicze, metafizyczne prawdy, obojętna na tragiczne wydarzenia. Wątek wygaszony, zmarnowany, w efekcie smutnie niepotrzebny.

 Nie obeszło się i bez kiczowatych wstawek – z odurzonym portierem, działającym na nerwy chichotem Foremniak,  albo fotografią Warskiego z Afganistanu (albo najzwyczajniej – z wojska), z wykorzystaniem, a jakże – fotosów z Karbali.

Pomimo internetu huczącego, że be i dwanadziesięć, myślę, że warto poświecić czas na obejrzenie Sług bożych – chociażby po to, aby zweryfikować anonimowe opinie hejterów i w najgorszym wypadku się z nimi zgodzić.

Mi się film podobał, więcej grzechów nie pamiętam i niczego nie żałuję.

No i co, fajny ten Topa.
A Edith kazała napisać, że przystojny.
To i piszę.

Margo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s