„Ostatnia rodzina”- taka zwykła, niezwykła rodzina

Bardzo się cieszę, że Margo nie zapomniała napisać o przystojnym Topie w „Sługach Bożych”. To było bardzo ważne!

Ale przejdę już teraz do kolejnego filmu, tym razem na tapecie znajdzie się „Ostatnia rodzina”. Kolejna ciekawa polska propozycja. Ja tak naprawdę nigdy nie przepadałam za rodzimym kinem, ale z pozytywnym zaskoczeniem zauważam, iż ostatnio jest w tej dziedzinie coraz lepiej, dowodzi tego także najnowszy film Jana Matuszyńskiego, młodego i utalentowanego twórcy (czekamy na więcej!).

Film skupia się na relacjach rodziny Beksińskich. Poznajemy oczywiście Zdzisława i jego żonę Zofię, ich syna Tomasza, a także dwie panie Stanisławy – babcie Tomka. Rodzinka w komplecie. Relacje wyżej wymienionych okazują się bardzo dalekie od standardowych, przede wszystkim mamy do czynienia z dwiema silnymi osobowościami jakimi są ojciec i syn. Są to postacie bardzo intrygujące, obdarzone dużą wrażliwością i artystyczną duszą. Nad nimi czuwa niejako, „ostoja” rodziny – Zofia Beksińska, wydaje się, iż jest ona jedyną osobą starającą się wprowadzić spokój i unormować stosunki między domownikami. Mamy także gdzieś w tle dwie babcie, ze swoim powolnym lecz nieuchronnym umieraniem. Nie odgrywają one ważniejszej roli, ale co istotne w odpowiednim momencie potrafią ostrzec przed zbliżającym się niebezpieczeństwem, jakim jest pojawienie się Tomasza. Niewiele z filmu dowiemy się o Beksińskim – malarzu. Nie dostaniemy odpowiedzi na pytanie  dlaczego tworzył akurat taką – surrealistyczną, pełną grozy sztukę. Ona jest tylko w tle fabuły. Jest także wprawdzie kilka scen z Tomaszem, w których pokazana jest jego praca radiowca, tłumacza, ale mam wrażenie, że to tak żeby nie było, że tylko zawsze sprawiał problemy i się awanturował, lecz o dziwo czasami potrafił normalnie funkcjonować. Zaczynamy obserwowanie rodziny Beksińskich w 1977 r. i przepływamy niejako przez całe ich życie, przyglądając się bliżej ważniejszym wydarzeniom, co sprawia iż film zyskuje charakter lekko dokumentalny. Jak się okazuje życie codzienne głównych bohaterów jest trudniejsze i bardziej skomplikowane niż mogłoby się wydawać, wypełnione jest tłumionymi emocjami i trudnymi do wyrażenia uczuciami.

ost-rodzina

To na pewno nie jest standardowa polska kochająca się rodzina, ale też przez cały seans zastanawiałam się na ile wykreowany przez Matuszyńskiego obraz Beksińskich jest zgodny z prawdą. Ja muszę się szczerze przyznać, niewiele wcześniej o nich wiedziałam. Oczywiście kojarzyłam Zdzisława Beksińskiego – w końcu to malarz z moich okolic, widziałam niektóre jego obrazy, które zresztą bardzo przypadły mi do gustu. Słyszałam o Tomaszu Beksińskim. Nie czytałam jednak żadnych biografii, nie oglądałam dokumentów, wywiadów itd. Teraz z dużą chęcią nadrobię te zaległości. W związku z tym oczywiście trudno jest mi ocenić czy reżyser rzetelnie odwzorował te postacie. Najwięcej wątpliwości można mieć do sposobu przedstawienia Tomasza, wydaje się on być osobą z dużymi problemami psychicznymi, wiecznie przyprawiającą swoich rodziców o ból głowy. Wątpliwości te pogłębiają zresztą, krytyczne głosy przyjaciół Tomka, tak ja chociażby ten Wiesława Weissa: „Znałem Tomka dwadzieścia lat, ale nigdy nie widziałem takiego Tomka, jakiego pokazali scenarzysta Robert Bolesto, reżyser Jan P. Matuszyński i aktor Dawid Ogrodnik. NIGDY!”.

Ja jednak tych wątpliwości nie rozstrzygnę i zostawiając  je już, przejdę do kwestii plusów. A plus jest właściwie jeden ale bardzo duży. Jest to gra aktorska. To aktorzy „robią” ten film, sprawiają, że jest godny uwagi, ok może nie tylko oni ale oni przede wszystkim. Zachwycili mnie Andrzej Seweryn i Aleksandra Konieczna, a także Dawid Ogrodnik dobrze się spisał, bo nawet jeśli grana przez niego postać była przekoloryzowana to chyba bardziej odpowiada za to reżyser, według którego pokazane miały być takie a nie inne emocje, a Ogrodnik wywiązał się ze swojego zadania bardzo dobrze.

ostatnia-rodzina-trailer_26019401

Dla mnie „Ostatnia rodzina” to film bardzo przygnębiający. Przykro jest obserwować ludzi tak utalentowanych, nietuzinkowych, którzy nie potrafią być szczęśliwi, nie potrafią stworzyć szczęśliwej rodziny. A w dodatku można odnieść wrażenie, iż po prostu wisi nad nimi jakieś fatum, że prędzej czy później wszystko musi skończyć się źle.

Oceniając już całościowo moje odczucia co do filmu, muszę z przykrości stwierdzić, iż nie do końca potrafiłam się wczuć w jego klimat. Oczywiście zaciekawił mnie, na pewno sprawił, że postaram się lepiej przyjrzeć losom rodziny Beksińskich, ale nie wzbudził we mnie jakiegoś wyjątkowego zachwytu. Nie do końca śmieszyły mnie sceny, które chyba miały być śmieszne (wszyscy na widowni się śmiali), a także nie potrafiły mnie jakoś bardziej wzruszyć momenty dramatyczne. W sumie sama nie wiem czemu. Nie zmienia to też faktu, iż ogólnie „Ostatnia rodzina” to dobre kino, którego nie obawiam się polecić. Może szału nie ma, ale z pewnością warto zobaczyć.

Edith

Na koniec jeszcze ważny głos Margo:

Ostatnia rodzina to film – grobowiec, ale ważny i potrzebny. Na pewno wypełni jakąś lukę w polskiej kinematografii. Ale: Bożesz ty mój, a czego to tak zaciągajo na Ukrajeńsko modłe, he? Sanok to zaiste głębokie Podkarpacie, ale jeszcze nie Krym. Z resztą, odsyłam do nagrań Beksińskiego w ramach dopełnienia dzieła. To co usłyszałam w kinie, to było kalectwo językowe, nie wschodni zaśpiew. Tru story.

Margo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s