Kamila Sławińska i przewodnik sercem pisany

A jednak w niezwykły sposób to trwa – cicha wspólnota, tajemny sakrament czytelników. Nawet gdy kończy się przyjaźń czy romans – trwa zawarte niegdyś przymierze, niewidoczna więź, której nie rusza ani czas, ani przestrzeń: wspólnota przeczytanych książek.*

Jest rok 2008, pierwsza klasa szkoły średniej, nie wiem co chcę w życiu robić, ale modlę się o rychły przyjazd nieznanego/zaginionego wujka alpinisty – tresera lwów – przewodnika safari – polskiego Indiany Jonesa. Niestety, człowiek ten do dziś pozostaje nigdy niezmaterializowanym wyobrażeniem mojej znudzonej, nastoletniej mózgownicy – a życie płynie! W szkole nowe twarze, wszystkie obce, o dziwnych imionach i śmiesznych grymasach dorastających dzieciaków. Łatwo się z nimi dogadać, jesteśmy w większości tacy sami – ze znudzeniem wertujemy Chłopów, dygoczemy ze strachu pod salą matematyczną, wykańczamy psychicznie młodego fizyka w szarym swetrze, przybyłego na zastępstwo. Rok, w którym jedna z najbliższych przyjaciółek pożycza mi pewną książkę.

Osiem lat temu wróciłam do domu z książką, którą przeczytałam jednym tchem. Taką, która na wzór Mickiewiczowskich książek zbójeckich, wytyczyła mi ścieżkę dalszego życia, otworzyła oczy na różnorodność świata, kazała ten świat rozumieć, odkrywać, kazała studiować kulturoznawstwo. Sic! Ową książkę szybko zwróciłam M., z mocnym postanowieniem zakupu własnego egzemplarza, który niczym najświętsza relikwia przyświecałby mojej przyszłości, przypominając jak różnorodny jest świat. Spytacie może, jaka to książka. Nie pamiętam. Wstyd. Szybko wyleciał mi z głowy tytuł i autor, ale treść ciągle brzęczała w głowie niczym worek zdradzieckich srebrników, naigrywając się z mojej kiepskiej pamięci, a żółta okładka z czarno-białym zdjęciem spędzała sen z powiek.

Po ośmiu latach z nostalgią wspominam tamte czasy oraz M., która dzieliła się najlepszymi na świecie lekturami. Jakże prawdziwy wydaje się mi teraz cytat Kamili Sławińskiej zamieszczony na początku wpisu. Prawdziwy podwójnie, bo oto – po ośmiu latach od pierwszego wydania, żółta książeczka z czarno-białym zdjęciem ubiera się w okładkę o kolorze nieba, i woła do mnie ze sklepowej półki. To nie ja ją znalazłam, to ona odszukała mnie. Teraz pamiętam – Kamila Sławińska – Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny.

nowy-jork-przewodnik-niepraktyczny-b-iext43463990

Jest to jedna z lektur, które czytane w wieku licealnym odcisnęły na mnie silne piętno. Dla wielu będzie to po prostu zbiór notatek, zestawienie ciekawych, zabawnych i nierzadko pouczających historii o życiu w Wielkim Jabłku. Dla mnie w tamtym okresie była to metafora całego świata, jego różnorodności, wielokulturowości i piękna. I chyba tym samym pozostaje – po ponownej lekturze – do dziś.

Nowy Jork – miasto-państwo, kocioł tego wszystkiego co jesteśmy (lub nie) w stanie sobie wyobrazić. Przewodnik nie tylko po tym jak zobaczyć Miasto oczami jego mieszkańca, ale przede wszystkim jak szanować, odkrywać i kochać to, co wokół nas. Kamila Sławińska oprowadzając czytelnika po swojej nowej ojczyźnie, pokazuje wszystkie miejsca, w których nie tylko pozostawia, ale i odnajduje cząstkę siebie.

Książkę czyta się z wypiekami na twarzy, zalecam uzbrojenie się w dowolne urządzenie z dostępem do internetu, bo prędzej czy później natkniecie się w niej na coś, co trzeba będzie sprawdzić – tak z własnej ciekawości – zestawić wyobrażenie z wygooglowanym zdjęciem, odsłuchać piosenkę o której wspomina autorka, obejrzeć występ komika, znaleźć cytowany wiersz i zachwycić się nim bez reszty, zobaczyć to, co w tak rozbrajający i ciepły sposób opisuje autorka.

Zważywszy na przytoczoną we wstępie historię, ciężko mi spojrzeć na ową lekturę obiektywnym okiem. Jak patrzeć z boku na już wmurowaną w swoje życie cegiełkę?

Wydaje mi się, że każdy z nas może odnaleźć swój własny Nowy Jork. I wcale nie musi to być to prawdziwe, krzykliwe, ekscentryczne City that Never Sleeps. Wystarczy zapuścić się w swoje miasto, zejść z setki razy przemierzanych i znanych na pamięć ulic, spojrzeć w górę, zaglądnąć za wysoki żywopłot, uchylić niedomknięte drzwi i przede wszystkim – patrzeć, żeby ZOBACZYĆ.

 To jak, czytaliście?

Margo

_______________________

*cytat pochodzi z omawianej książki, wydanie III, s. 202.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s