Mugol w świecie magii – rzecz o Przeklętym Dziecku

Wiemy, że coś się dzieje, kiedy dzieciaki i pozostali „młodzi duchem” okupują empiki i ulubione księgarnie, kiedy z małych, biednych bibliotek unosi się w niebo jęk zawodu, kiedy młodzież szaleje jak wiatr po ukraińskim stepie, a wszelki słeg i jolo ustępuje miejsca równie dziwacznym słowom – „Albus Severus”, „Scorpius”, „Lilly Luna”.

Kiedy gros mniej poczytnych pisarzy zadaje sobie rozpaczliwe pytanie „gdzie popełniłem błąd?”, na scenę w świetle jupiterów wkracza po raz kolejny team J. K. Rowling – i mniej lub bardziej zasłużenie – odcina kolejne kupony od niegdyś zbudowanej popularności. Ludzie ponownie doznali zbiorowego szaleństwa – bo Potter.

Refleksja „na gorąco” nasuwa mi się jedna – jak nieskończenie dalece lepszą lekturą okazałoby się „Przeklęte dziecko”, gdyby… nie Potter. Gdyby ten scenariusz był niezależną historią – nawet ciągle umieszczoną w magicznym świecie Hogwartu i quidditcha, lecz dotyczącą innej rodziny – mniej napiętnowanej wiecznym sukcesem z tragiczną przeszłością w tle, mniej sławnej i mniej przewidywalnej w działaniach.  Fabuła sama w sobie zdaje się być unikatowa i świeża, jednak ludzie – a raczej czarodzieje, z którymi zarwaliśmy wiele nocy i  przesiedzieliśmy niejedną nudną godzinę wychowawczą, są ciągle tacy sami. Popełniają te same błędy, ciągle są nieznośnie porządni i uroczy i zawsze wszystko czego się podejmą kończy się dobrze. Dobro zawsze zwycięża w zmyślonym świecie (gorzka prawda o życiu, punkt pierwszy).

harry-potter-i-przeklete-dziecko-czesc-1-2-b-iext40657154

Do samego sposobu prowadzenia akcji nijak nie mogę się przyczepić, bardzo lubię dramaty, więc czytało mi się płynnie i szybko. Z drugiej jednak strony jestem w stanie zrozumieć Potterheads(ów), którzy  to już – ho,ho – dziewięć lat czekają na kolejny ruch Rowling, po czym serwuje im się sztukę teatralną. Nie jestem głosem młodego pokolenia, nie jestem na bieżąco i nie wiem – lubią, czy po staremu – nie lubią? Wielu na pewno trudniej czyta się utwór w formie dramatu.

Polski przekład – różnie z tym bywało. Są momenty, w których poradzili sobie bardzo dobrze i szczerze podziwiałam w jaki sposób wybrnęli z tłumaczeniem, czasem jednak… sami spójrzcie. Nie zdradzając fabuły – jest pewien bardzo smutny moment, pełen napięcia, ważą się losy wielu ludzi, a nawet rzec można całego świata magii – zastanawiamy się co czują bohaterowie – pewnie niepewność, niepokój, wątpliwości, strach o najbliższych. Ogólna atmosfera rozpaczy. A w didaskaliach: „X podnosi wzrok (…) po czym przygląda się reszcie wesołej kompanii”. Nawet mi było tam daleko do wesołości, chociaż nieskora jestem  do płaczu nad facetem z różdżką (#teamLOTR).

Widzimy tutaj trudne relacje ojca z synem, jednak niektóre sytuacje kreowane są wyraźnie „na siłę”, z obu postaci – zarówno dojrzałego Harrego jak i dorastającego Albusa chciano uczynić wielkie indywidua, co moim zdaniem zupełnie się nie sprawdziło. Ciężko tu odnaleźć się w relacjach między dziećmi a rodzicami – tak jakby niektórzy stali się nimi zbyt wcześnie i swoje pociechy traktują po „kumpelsku”. Dodatkowo Hermiona, Ginny i Draco – to kolejne postacie o niesłychanie silnych charakterach, co jest kolejnym utrudnieniem w odbiorze dzieła – każdy jest najmądrzejszy, każdy zna lepsze wyjście, każdy wie, był, widział, przeżył swoje.

Mimo wszystko „Harry Potter i Przeklęte Dziecko” to w miarę przyjemna lektura na nudny wieczór. Dla fanów serii o uroczym okularniku – pozycja obowiązkowa! Ogółem – nie jest źle! Nawet mugol znajdzie tam coś dla siebie.

Margo

imgo-666

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s